Polska The Times: Zaskakujący finał sprawy z udziałem europosła
"Polska The Times": Polski deputowany do Parlamentu Europejskiego ma immunitet taki sam jak, krajowy poseł i senator, ale nie ma żadnych uprawnień. Europosłowie mają wprawdzie biura do przyjmowania obywateli, ale nie mogą podejmować interwencji w ich sprawach. Według ministerialnych interpretacji eurodeputowani nie mogą również występować do urzędów i instytucji w sprawach publicznych. Starania, by zrównać uprawnienia krajowych i europejskich parlamentarzystów utknęły w kancelarii Sejmu.
W czasach zjednoczonej Europy i prymatu prawa unijnego nad krajowym sytuacja eurodeputowanych w Polsce ma kuriozalny charakter. Z jednej strony mają oni szczególne przywileje prawne, które daje im immunitet. Z drugiej - mają (jak się okazuje) prawa nie większe niż statystyczny Kowalski. Według obowiązujących w naszym kraju przepisów urzędnicy państwowi i samorządowi mogą interwencyjne pisma od europosłów... wyrzucać do koszy na śmieci. I coraz częściej tak robią. Powód - ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora nie obejmuje parlamentarzystów europejskich. Prawo to pozwala na podejmowanie interwencji w imieniu obywateli w organach administracji państwowej i samorządowej oraz w przedsiębiorstwach i organizacjach społecznych. O tym, że europarlamentarzyści kompetencji tych są pozbawieni, przekonał się osobiście Filip Kaczmarek, eurodeputowany z Poznania.
Interwencja w Ministerstwie Sprawiedliwości w sprawie Wielkopolanina, który zwrócił się do europosła, zakończyła się zaskakującym finałem. Zamiast merytorycznej odpowiedzi, Filip Kaczmarek otrzymał pouczenie. "Uprawnienia do podejmowania interwencji w organach administracji rządowej na rzecz obywateli (...) przysługują, zgodnie z ustawą o wykonywaniu mandatu posła i senatora, posłom na Sejm RP oraz senatorom RP. Zauważyć należy, że żaden przepis prawa nie rozciąga regulacji prawnych zawartych w tej ustawie na posłów do PE" - napisała Anna Suska-Baranowska z Ministerstwa Sprawiedliwości.
- Brak prawnych kompetencji do podejmowania interwencji w sprawach obywateli polskich istotnie zmniejsza możliwości działania posłów do Parlamentu Europejskiego. Przecież nasza praca nie ogranicza się do instytucji unijnych. Jesteśmy reprezentantami Polaków i mieszkańcy Polski mają prawo oczekiwać, że będziemy reagowali na docierające od nich sygnały i podejmowali interwencje w ich sprawach - uważa Filip Kaczmarek.
Europoseł podjął starania o to, by deputowani do PE nie byli parlamentarzystami bez kompetencji do interweniowania w imieniu obywateli. Zwrócił się do Kancelarii Sejmu o podjęcie w tej sprawie inicjatywy ustawodawczej. Napotkał jednak na mur nie do pokonania. Sejmowi prawnicy uznali bowiem, że nie ma podstaw do tego, by zmienić polskie przepisy.
- Posłowie do PE, w odróżnieniu od naszych posłów do Sejmu RP, nie są reprezentantami narodu polskiego we władzy ustawodawczej i nie wykonują kontroli, jaka została nadana w ramach funkcji kontrolnej sprawowanej przez Sejm - stwierdził Michał Królikowski, dyrektor Biura Analiz Sejmowych.
Europosłowie w innych krajach
W wielu krajach UE europosłowie mają szersze kompetencje prawne niż w Polsce. W Czechach posłowie do PE mają ustawowe prawo podejmowania interwencji obywatelskich. W Niemczech są równocześnie członkami komisji w Bundestagu. Na Węgrzech i Litwie mają prawo głosu w parlamentach krajowych. W mniejszym lub większym zakresie europarlamentarzyści mają też uprawnienia krajowych posłów w Bułgarii, Belgii, na Cyprze i Słowacji oraz w Portugalii i Austrii.
"Polska The Times"






























